Udało mi się wreszcie dotrzeć do domu po imprezie w Międzychodzie i nocce, a raczej dniówce, u Agaty. To, co nasuwa się w chwili obecnej na usta najbardziej, to to, że zdecydowanie to będzie jeden z najbardziej pamiętnych sylwestrów w moim życiu. Wszystkiego raczej opisać nie chcę z różnych przyczyn, ale rzeknę mniej więcej, o swoim czarującym wieczorze.
Najpierw wparowałam do Agaty przed 17, poszłam z jej kuzynką kupić jedzenie i picie, a potem zostało mi jedynie staranie się o nie powyrywnie waty z sofy z powodu oczekiwania na na brązowooką księżniczkę. Po 19 byłam już na miejscu. Z otwartym sercem przyznam, że była to chyba jedyna impreza, gdzie towarzystwo naprawdę mi odpowiadało. Znałam zaledwie 5 osób na około 40, więc zaistniała sytuacja graniczyła z cudem i najwidoczniej tę granice z gracją przekroczyła. Niestety, od każdej zasady musi być jednak wyjątek, a raczej dwa czerwonookie wyjątki :):):) Jednak na razie pozostawiając.. Powykręcałam się trochę na parkiecie, poznałam sporo w porządku osób, pogadałam, pośmiałam się, robiłam nałogowo herbatę i spędziłam przyjemnie czas.
Całość oceniam na plus, ale oczywiście nie obyło się bez tytułowej refleksji i to na niej będę skupiała się bardziej, niż na opisywaniu jak to mega-super-hiper się bawiłam i jak wiele mega-super-hiper rzeczy robiłam z mega-super-hiper ludźmi. Swoją drogą, nienawidzę typowego dla ludzi z mojego środowiska lania wody. Pewnie kojarzycie, ludzie, którzy ciągle zachwycają się nad każdym elementem w swoim życiu, poznają najcudowniejszych, najzabawniejszych ludzi, a ich życie przypomina zaśmierdziałe fiołki do tego stopnia, że czujecie jak ta cała klejąca się słodycz owija was w kokon. Dosłownie zbiera się na tęczowe wymiociny. Docenianie każdej cząstki życia jest dobrym pomysłem na życie, sam Albert Einstein powiedział, że można patrzeć na życie pod dwoma względami, jakby wszystko było cudem, lub jakby nie było nim nic. Szkoda, że tylko te przesłodzone życie ma swoje zmaterializowanie jedynie w internecie i na tym się kończy. Przepraszam, ale nie wierzę w życie usłane nieustannie fiołkami, tak samo, jak nie wierzę w pochłonięcie wielkiego, czekoladowego tortu, po którym hula hop nie będzie leżał na mnie, jak ulał. Cenię ludzi, którzy potrafią przyznać, że jest u nich czasem do dupy i nie próbują tego zataić dając pozory życia idealnego. Nie kalkuluję tego oczywiście z zawiści, (przecież tak bardzo super jest wiedzieć, że komuś nie wychodzi w życiu to przecież zawsze podnosi na duchu, jeśli komuś się nie udaje) ale ze zwyczajnej wiarygodności i szczerości, która jest dla mnie sprawą nadrzędną. Przechodząc do wstępnego rozbudowanego tematu:
Na wstępie przepraszam męską część odwiedzających bloga i liczę na to, że mimo tej notatki będę mieć nadal szanse na znalezienie sobie faceta. Ja naprawdę nie chcę, aby gromada yorków towarzyszyła mi do późnej starości.. Nie zrozumcie mnie zle, bo faceci to fajna sprawa. Pomocni, zabawni, pogadają, pośmieją się, przyniosą kurtę, jak Ci zimno, otworzą drzwi-super wynalazek, jak dla mnie. Moje drogi z potomkami Adama układały się w różny sposób, choć nie ukrywam, że jest wiele facetów, którzy mnie omijają, a ja omijam ich z powodu pewnych sytuacji i nie specjalnie mi przeszkadza to, że osoby, z którymi znam się od 3 lat nie powiedzą mi cześć na ulicy, w każdym razie nie jest to dla mnie powód do rozpaczy. Sęk w tym, że zetknęłam się z całą masą jegomościów, którzy potraktowali mnie w sposób jednakowy i z tego też powodu nie pcham się na siłę do nurtu konwersacji z nimi. Postaram się uważać, jakich słów używam, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy facet jest typem, który niżej omówię. Coś czego nienawidzę ponad wszystko inne, to chamstwo. Przerabiałam i omawiałam ten temat dość obszernie we wcześniejszych notatkach, ale to jest specjalne odgałęzienie, dzięki któremu potrafię odrzucić na krótki moment wszystkie przyjęte wartości i postąpić w sposób, w jaki postąpiłam wczorajszej nocy. Faceci przez dłuugi ogrom czasu wydawali mi się najbardziej powierzchownymi osobnikami na kuli ziemskiej. Nie ukrywam, specjalnie urodziwym dzieckiem nie bylam nigdy, choć w głowie miałam coś nieprzerwanie i samo dogadywanie się z mężczyznami przychodziło mi bez większych problemów. Faceci zwyczajnie przez to, że na mnie nie lecieli, nie okazywali mi ani grama szacunku i potrafili opluć z każdej strony, a mi ani było mi myśleć godzić się z czymś takim. Koleżance, która pokazywała pupę na każdym kroku wchodzili w tyłek w każdym tego słowa znaczeniu, a mnie zostały tylko sterty chamskich obelg o każdej możliwej treści. Nie mówię oczywiście o sytuacji, że facet powie, że mu się nie podobam, a ja już aktywuję zbroję bojową, bo cóż, no bywa, nie ma osoby idealnej, ale chodzi mi o najbardziej kolokwialne nazywnictwo świata, które w większości sytuacji jest używane bezpodstawnie. Nie poprę faworyzowania poprzez wygląd, bo każdy człowiek jest atrakcyjny, a jedynie otwarcie buzi może sprawić, że ktoś jest jeszcze bardziej przyciągający, bądz odpychający. Wygląd to ważna sprawa, okej, zgodzę się, bo wolę rozmawiać z kimś, kto widzę, że jest zadbany, schludnie wyglądający i ogólnie dba o siebie, niż z kimś zapuszczonym, którego zapach czuć w całym pomieszczeniu. Zwyczajnie to cieszy oko i na to zwracamy uwagę. Są jednak rzeczy, na które wpływu nie mamy, nie da wymienić sobie twarzy Jeniffer Lopez, czy Beyonce, bo to zwyczajnie nie jest od nas zależne. Równie drażniąca jest dla mnie sytuacja, kiedy facet staje się opryskliwy i agresywny, bo dziewczyna nie chce posunąć się do tego, na co ten liczył. No przepraszam bardzo, cieszę się, że wbrew moim wcześniejszym poglądom, są nadal kobiety, które się szanują i mimo znacznej dawki alkoholu nie ściągną majtek przed nowo poznanym facetem. Najbardziej jednak irytuje mnie "szacunek zależny". Już tłumaczę. Sytuacja: liczę, że dasz mi to, czego chcę, bo wyglądasz na łatwą, więc będę dla Ciebie miły i uczynny, bo mam w tym interes, a mianowicie kondona w kieszeni. Czy wszystko musi być zależne od tego, czy ma się w tym interes? No ludzie.. Tak ciężko mieć szacunek i traktować dobrze ludzi bezinteresownie? Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest wielu facetów, którym nie przeszło coś takiego przez myśl i są naprawdę porządni, co spotykało mnie wielokrotnie wczoraj. Przepraszam, że nie wierzyłam tak bardzo w świat, jak powinnam ostatnio, jednak wczorajsza noc mnie tego nauczyła i ofiarowała naukę. Faceci, nie jesteście czasem tacy zli!:)
Wczorajszą imprezę zakończyłam zgubioną bransoletką, do teraz nie wiem, kiedy, jak i co, oraz stłuczoną pięścią. Zdaję sobie z tego sprawę, że jest to odbiegające od pacyfistycznej postawy, którą przyjmuję w każdym swoim działaniu, jednak liczę, że sylwestrowa noc mi to wybaczy, bo nie pozwolę nikomu równać się z błotem, tym bardziej zaćpanemu cwaniakowi z kompleksem niższości. Szkoda tylko, że gumka, którymi wymachiwał przed nosem większości z dziewczyn skończy jako latający na wietrze balon przysparzając niemiłosierną "bekę" w towarzystwie. W sumie nie ma lepszej rozrywki niż nadmuchany kondom dla takiego poziomu :) Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, ściągamy czapeczkę, czerwone soczewki i schodzimy na ziemię przyjacielu :)
Och, mój pretenderze..
https://www.youtube.com/watch?v=g-kpWjf6I0g
Kurujcie się po sylwestrowym wieczorze, bo niektórzy jutro muszą iść do szkoły, podczas, gdy LO będzie gnić ze swoimi tyłkami nieestety do 7 stycznia, powodzenia w jutrzejszym ciężkim poranku :)


Extra wpis extra blog, wygląd niezbyt przyciągający, ale to da się poprawić, najważniejsze, że bronisz się treścią. W końcu trafiłem na bloga młodej dziewczyny, która ma coś do powiedzenia, a nie tylko wstawia foty w nowej kiecce lub pisze o tym jak farbować włosy najnowszą farbą od ch*jwiekogo. Respect! ;)
OdpowiedzUsuńHah, bardzo dziękuję, bo nie ukrywam, że komentarze tego typu dają mi niemiłosiernie ambicjonalnego kopa. Dzięki takim słowom w chwilach, gdy otaczają mnie wątpliwości i nawiedzają myśli, że może lepiej cicho robić swoje i zostawić bloga, wiem, że od tak nie mogę stąd zniknąć :) W kieckach raczej nie paraduję zbyt często, choć na powyższym jest zakupiona 3 dni temu, a co do farby..niestety, moje włosy nie wytrzymałyby takiej dawki chemii i zaczęłyby wypadać dwa razy bardziej, a łysa nie zdobędę większej wejść.. Dziękuję jeszcze raz za ciepłe słowa!:)
Usuń+Jakbyś czytał mi w myślach, bo właśnie zamierzałam dziś poszperać w ustawieniach i pobawić się wyglądem bloga, żeby lepiej się prezentował, bo coś mi tutaj przeszkadza, choć sama nie wiem do końca co :)
Usuń