niedziela, 28 czerwca 2015

Sprawa Klary, która wywirowała moje życie, małe sprostowanie oraz publiczne pranie wasnych brudów. Czyli Coming Out.

Ostatnia notatka odbiła się piekielnym, niespodziewanym echem na dość spory wymiar, który obrał kierunek w stronę, której w życiu bym się nie spodziewała. Zmusiło mnie to do podjęcia się pewnych działań, które w obecnej chwili są dla mnie megasuperhiper wielkim kanionem, a nie dołem, przez którego trzeba przeskoczyć. Jeśli mam być szczera, wątpię, że jestem na to gotowa, będąc jeszcze bardziej szczera, chyba nigdy nie będę, na to co będzie następstwami tego, co zamieszczę niżej. Każdy, kto poczytuje mojego bloga raz, na jakiś czas wie, że często, gdy czuję, że notatka może wywołać, jakieśtam zamieszanie, piszę pół żartem-pół serio, że przez to, co napiszę, moje "bliskie znajomości" zredukują się do poziomu "znam Cię z widzenia, ale tak serio spieprzaj". W tym momencie już nie ma pół żartu, a cała sprawa jest bardzo, bardzo poważna, bo wiem, że naprawdę spore grono osób może się ode mnie odwrócić. Niestety, w obecnej sytuacji czuję się, jak człowiek, którego porwali piraci i właśnie dźgają mnie kijem w plecy, abym szła jeszcze dalej po kładce. Opcje są dwie, albo dam im się z tej kładki z ogromną satysfakcją i zadowoleniem strącić, albo skoczę sama, w przez siebie wybranym momencie, a może i nawet w locie się obrócę i posyłając uśmiech moim prześladowcom spadnę w otchłań. Sprawa z góry przegrana, ale chyba ja sama wolę prać swoje brudy, niż dać komuś to zrobić.


Sytuacja całkowicie się zamieszała. Ze strony Perpana Iks-żadnej reakcji, ani tej złej, ani tej dobrej, w każdym sensie. Zwyczajna, głucha cisza. Mi to odpowiada, napisałam swoje, wyraziłam co mam gdzieś tam w głowie i dopięłam swego, ale wyłącznie sama dla siebie. Coś sobie udowodniłam. Nie chcę, abyście (przeraża mnie od wczoraj grupa, która czyta te moje bazgroły jeszcze bardziej) zrozumieli to w sposób, że zgotowałam piękną zemstę na kimś, kto zalazł mi za skórę. Wierzę, że większość ma świadomość tego i mniej-więcej wyczuła, że takie intencje mną nie kierują. Podobnie, jak wyżej, chodzi o udowodnienie czegoś sobie. O szacunek do siebie i poczucie wartości, które nie zachwieje się przez zakompleksionego człowieka z manią wartości i upodobaniem do szmacenia.-to tak w celu sprostowania. Wolę się powtórzyć i napisać to po raz kolejny, mając pewność, że jeszcze większe grono osób zrozumie mnie, w sposób, o który mi chodzi, niż ryzykować jakimiś niedopowiedzeniami, które dorosną do rangi "Nicola zniszczy każdego na swoim pseudoblogu, kto się jej nie podoba albo jej zagraża".

Mówiąc już o zagrożeniu, czas chyba przejść do tej właściwej części notki, bo łapię się na tym, że sama to wszystko przeciągam. Uwaga, czas przewrócić moje życie o 180 stopni i wiem, co mówię. 

Klara.
Nie ukrywam, że sporo przesiadywałam/przesiaduję w przestrzeni internetowej. Instagramy, aski, gochaty i tym podobne nie są mi obce (pominę już strony typu www.pudelek.pl, które znam na pamięć,bo to już będzie całkowita kompromitacja). Na gochacie przesiadywałam kiedyś nałogowo, teraz wpadam raz, na jakiś czas. Parę miesięcy temu też coś mnie wzięło i biorąc popcorn (uwierzcie, że  poziom niektórych rozmów jest po prostu fenomenalny. Rozpoczynając od "wyślesz mi zdjęcie swoich stópek?:*:*", "podeślesz fotkę nago? dobrze płacę :*:* kończąc na "nie lubię Cię, wkurwiasz mnie swoim nosem") usiadłam otwierając gochata wcześniej udostępniając go na facebooku wśród moich znajomych, jak to mam w nawyku. Opisałam ten link słowami "Chcę-chcę-chcę Cię słyszeć" z remixu piosenki, która w tym czasie znaczyła dla mnie coś większego. Nie ukrywam, był to dla mnie jeden z gorszych okresów i czułam, że ta piosenka będzie odpowiednia z pewnych względów. Pomijając dziesiątki, w tym przypadku, osób i wiadomości, moją uwagę przykuła jedna. W okienku wiadomości dostałam coś w stylu "To brzmi, jak wołanie o pomoc." od kogoś nieznajomego. Rozmowa przesuwała się gładko do przodu. Może to dziwne, ale podczas kilku pierwszych chwil, poczułam, że mam styczność z kimś, kto nadaje dokładnie na tych samych falach, jak nikt wcześniej. W odpowiedzi na pytanie, jak się nazywasz, usłyszałam "Klara". Coś mnie zaciekawiło, sama nie wiem, dlaczego wtedy nie wyłączyłam komputera i zwyczajnie nie położyłam się spać, ale próbowałam wyciągnąć więcej informacji. Próbowałam, bo szło cholernie opornie. Dziewczyna miała mnie praktycznie na tacy, link znalazła tam, gdzie go udostępniłam. Nie znałyśmy się, nie znałam jej nazwiska, twarzy, nic. Ona jednak wiedziała wszystko. Trudno, sama się na to pisałam nie zaznaczając "zabroń pisać do mnie nieznajomym" w ustawieniach, wiec nie mam o co mieć żal. Kontakt z nią przebiegał dość opornie. Nie chciała pisać na facebooku, przez telefon, gdziekolwiek indziej, niż na gochacie. Po paru tygodniach dowiedziałam się więcej. Ma 19 lat, chodzi do technikum w Poznaniu, profil biol-chem, mamy wspólnych znajomych, ma współlokatorkę Michalinę, ona zaś chłopaka Sebastiana. Generalnie same głupoty, jednak z racji tego, jak ciężko było z niej wydobyć wszelkie informacje, te wywalczone były dla mnie na wagę złota. Z czasem się zaprzyjaźniłyśmy, dostałam nawet numer jej telefonu, pisałam z nią, po czasie nawet rozmawiałam. Miałam wrażenie, że często czyta mi w myślach, bo nie możliwe, aby ktoś tak doskonale odgadywał bzdety typu, co lubię jeść, jakiej muzyki słucham, jak nazywają się moje psy. Jakby znała mnie wcześniej. Odpuściłam jednak i nie zaczynałam drążyć. Bała się ze mną spotkać, mimo, że bywałam w tym okresie baaardzo często w Poznaniu, jej współlokatorka tłumaczyła to tym, że ktoś ją bardzo zranił i teraz boi się spotykać z ludźmi blebleble.
W tym momencie przechodzimy do kolejnego, prawie końcowego etapu tej opowieści. Przed tą dziewczyną otworzyłam się maksymalnie, jakoś tak mam, wy może też, że łatwiej otworzyć się przed kimś, w internecie, niż osobie, która jest w waszym środowisku. Powiedziałam jej wszystko, można zaryzykować stwierdzenie, że opowiedziałam jej całe moje życie z każdym jego najmniejszym brudem. Mówiłam dosłownie wszystko, wydaje mi się, że w tym okresie chyba tego potrzebowałam, zwykłego wygadania się komuś, bo czułam, że z każdej strony się rozlatuje. 
Pewnego dnia udało mi się ją namówić, aby wpadła do Śremu. Cud. Dosłowny cud. Miała przyjechać z chłopakiem swojej współlokatorki, a on miał zostawić ją tutaj na parę godzin. Mojej ekscytacji nie było końca, co odczuła, bo przez całą drogę z nią pisałam. Zadzwoniła do mnie w pewnym momencie, mówiąc, że jest pod "Marzymiętą" i czy wiem, gdzie to jest. Stoi tam i boi się ruszyć milimetr bliżej Śremu, przez jakiś 15 minut opowiadałam jej, że nie ma czego się bać, że przecież tak dobrze się znamy.. 15 minut minęło, a ona nagle wypala, że tak naprawdę jest pod moim płotem i mogę wyjść. Biegnę tam, pędzę, wychodzę za płot i momentalnie mam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi. Klara okazała się moją byłą 6-miesięczną przyjaciółką z ostatniej klasy gimnazjum, z którą rozstałam się w stuprocentowej nienawiści i próbowałam wymazać ją ze swojego życiorysu, generalnie nie miałyśmy żadnego kontaktu przez parę miesięcy. (Nie będę wysługiwać się imionami, bądź nazwiskami, bo to chyba niepotrzebne) Po lawinie przeprosin starała się wytłumaczyć, że oszukiwała mnie przez ładne, parę miesięcy, bo się o mnie martwiła, gdy dodałam tą pieprzoną piosenkę i to przecież normalne. Nie powiem, miałam ochotę zrobić sobie, albo komukolwiek krzywdę, byleby zrobić cokolwiek i nie stać, jak ten baran. Rozgoryczenia, rozczarowania i wściekłości nie było końca. Miałam już gdzieś, że ktoś z zabawił się w grę wciągając to wszystko mnie, byłam bardziej zła na siebie, że z taką łatwością we wszystko uwierzyłam, choć jestem z natury stosunkowo podejrzliwym i ostrożnym człowiekiem, ten jeden raz stwierdziłam "czemu nie, ludzie przecież nie są zli". Kończąc ten wątek, po tygodniu byłam zdolna wszystko przełknąć, puściłam sytuację z Klarą w niepamięć i odpuściłam. Jedyne, co zostało to kontakt, który łączył mnie z tą samą osobą, może z bagażem cholernego zakłamania, ale uwierzyłam, że chodziło o dobre intencje w postaci pomocy.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego opisałam sytuację, która z pozoru nie łączy się z Perpanem X. No właśnie, z pozoru. Będąc w piątek w szkole poczułam się zaszczuta. Otrzymałam jasną wytyczną: "Albo zamkniesz papę i nie będziesz robić z tego większego syfu, albo Twoje brudy będą prace publicznie." Słowo przeciwko słowu, no tak. Jednak jest coś jeszcze. Imię "Klara" wróciło w pierwszej wymianie zdań, gdy powiedziałam, że nie chcę rozmawiać z jedną z osób w klasie. Co więc dalej? Z tego co zakodowałam, osoba podszywająca się pod Klarę robiła/pokazywała screeny naszych rozmów swoim 3 przyjaciółkom, z którymi chodzę do klasy. Mówiłam już, że osobie pod pseudonimem "Klara" mówiłam o całym syfie swojego życia? Szczerze mówiąc, jest tylko jedna rzecz, której się boję i tylko tym ktokolwiek jest w stanie mi zaszkodzić. Wychodzi na to, że zastraszenie jest super opcją na zatkanie buzi. Problem w tym, że nie pozwolę sobie na to i prędzej zrobię internetową banicję na samej sobie, niż pozwolę komukolwiek na zamykanie mi buzi szantażem.

Jedynym brudem, który mógłby włożyć moje życie do bębna pralki i je wywirować jest jeden, mały fakt, którego wypieram się dłużej, niż mieszkam w Śremie. Wypieram, bo tak łatwiej, bo tak prościej bo nie wypieranie niosłoby za sobą konsekwencje. Dobra, koniec pieprzenia, byłam piekielnym tchórzem. Moja orientacja nigdy nie była heteroseksualna, przy każdym związku z facetem coś nie grało, dusiłam się, zmuszałam, więc jak się domyślacie, żaden z moich związków długo nie przetrwał. Sama relacja z facetami była dla mnie trudna i skomplikowana. Nie wiem, czy to kwestia spojrzenia, czy psychiki, może wieku, ale nie potrafię spojrzeć "czysto" na faceta, przynajmniej teraz. Moje odczucia spotęgowały sytuacje, gdy pozwalałam jakiemukolwiek się zbliżyć, czułam, że naprawdę może stać się moim przyjacielem, a opcję związku zostawiałam pod ogromnym znakiem zapytania, aczkolwiek nigdy niczego nie skreślałam. Stopniowo zaczynałam nabierać zaufania, przełamywać się, może i nawet przyzwyczajać, a tu jeb. "podobasz mi się, ale nie chcę mi się na Ciebie tyle czekać, mam laskę, siema" i super kumpel prysł. Nie ma interesu-nie ma kumpla, jest znajomy. No tak, był jeszcze ostatni chłopak, który przy zerwaniu, gdy powiedziałam, że autentycznie nie mogę nic do niego poczuć, zaczął wyzywać mnie od suk i szmat, bo przecież pewnie go zdradziłam i jestem, jak wszystkie. Oczywiście, te dwie sytuacje to nie reguła, zwyczajnie ja na takie osoby trafiłam.
Obronę wypierania się przyjęłam z paru powodów. Jeden, z najbardziej istotnych, to ten, że sama do końca nie byłam pewna, co się ze mną dzieje. Sama byłam przerażona i nie dopuszczałam do siebie myśli, że moja orientacja jest inna, niż u osoby heteroseksualnej. Wpajano mi od małego, że jest to zboczenie i choroba, którą należy leczyć. Było to najgorsze, co mogłam w tamtym momencie usłyszeć. Szukałam w sobie bezskutecznie problemów, zastanawiałam się miesiącami, a nawet latami, gdzie to się zaczęło, może moje przypuszczenia są chwilowe. Uwierzcie, że nienawidziłam siebie za to, kim jestem. Dopiero po latach, gdy dojrzałam wiem, że obrałam wtedy drogę bez końca. Przez tyle lat nic się nie zmieniło, a było setki momentów, gdzie naprawdę czułam się szczęśliwa. Drugi, jak do cholery zareagują inni. W moim środowisku jest wielu homofobów. Normalni ludzie, którzy nadają na tych samych falach. Lubię z nimi żartować, wygłupiać się, rozmawiać na poważne tematy i inne tego typu. Więc jeśli orientacja ma sprawić, że teraz będą mnie mieć za ostatniego śmiecia, to proszę bardzo, droga wolna. Nie jest mi ich żal, nie będę żałować. Jeśli ktoś ma zamiar zmienić o mnie zdanie przez to, kto może dawać mi szczęście, osobiście uważam go za kretyna. Bo przecież sprawą fundamentalną jest to, że ma mnie pociągać członek, wtedy mamy o czym gadać. Halo, jeśli pociąg do facetów jest dla Ciebie taki ważny, to może sam spróbuj? Serio was lubiłam i nadal lubię, więc w imię troski proponuje wam dawać nowo poznanym osobom krótki test: "Jesteś bi/homo/trans/gender? Zaznacz tak lub nie" W przypadku zaznaczenia "tak"...odstrzeliwujcie bez słowa. Przecież ta choroba się rozniesie na wasze córki i waszych synów, a do tego dopuścić nie możecie. Z pewnością to wiele ułatwi, nie będziecie musieli mieć do czynienia ze zboczeńcami nadajacymi się do komory gazowej, droga wolna! 
Jestem kim jestem, nie zamierzam się z tym obnosić, robić z siebie Justina Biebiera w wersji z piersiami, cholernie dobrze mi w takiej wersji, w jakiej figuruję. Przez jakiś czas sporo błądziłam, dziś czuję, że odnalazłam siebie i chcę zacząć żyć dla siebie, a nie dla innych. Mam w nosie presję społeczeństwa i to, co pomyślą. Chcę stać się szczera we wszystkim, co robię i mówię, a to była jedyna rzecz, o której bałam się mówić, choć teraz te powody wydają mi się mikrusie.Witaj świecie, jestem biseksualna, teraz możesz rozjechać mnie czołgiem.


Pozostawiając raz poruszony tu temat orientacji. To tylko impuls. Wnioskiem, który próbuję wyciągnąć z tych całych bazgrołów, nie jest to, że należy być dumnym z tego, kim się jest-choć to też bardzo ważne-a inna sprawa. Nigdy, przenigdy, nie dajcie się komuś zeszmacić, nie dajcie się manipulantom, szantażystom, ani ludziom, którzy czekają na wasz upadek, bo takich czeka cała wataha w postaci przyjaciół (jak moja była przyjaciółka z ostatniej klasy gimnazjum, która z jadem wgryzała się w kolejne skrawki mojego życia, dziś ją żegnam na dobre), w postaci być może nauczycieli, którzy nie mają w stosunku do was szacunku, w postaci kogokolwiek rodziny, znajomych czy wrogów. Sami dla siebie jesteście piekielną deską ratunku, którą tak naprawdę nigdy nie utonie, zadanie polega na tym, aby mocno ją chwycić i nigdy nie puścić, bo nikt nie jest w stanie pociągnąć was na dno. Mało tego, jeśli czujecie, że ktoś trzyma waszą nogę i sam leci na dno-rzućcie linę, dajcie ciepłą kurtkę, zróbcie herbatę, bo być może nikt nigdy nie zachował się do niego w taki sposób i zwyczajnie nie zna innego zachowania. Są tylko ludzi zagubieni, nie ludzie źli.

 I can't get over you,
you left your mark on me.
 https://www.youtube.com/watch?v=RvA3q0ZU-NQ


PS.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz