Przed sekundą wstałam, w sumie mogę stwierdzić, że się wyspałam po wczorajszym gadaniu do 5, choć naprawdę było warto :) Mój sylwester zmienił swój kształt dwa dni temu i przeobraził się z sylwestra z Polsatem na sale w Międzychodzie, Allehluja! Jedna z lepszych wiadomości tego dnia. Wczoraj natomiast miał miejsce mały wypad do galerii z Agatą i to na tyle.
Ostatnimi czasy udało mi się dorwać do rozsławionej nominacją na najlepszy europejski film roku 'Idy' reżyserii Pawła Pawlikowskiego oraz Rebecci Lenkiewicz, która dodała swoje przysłowiowe "trzy grosze" podczas tworzenia scenariusza. Przepraszam, że tak to ujmę, ale Polskie filmy uważam za jedno, wielkie nieporozumienie. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ekranizacje, które przypadły mi do gustu. Nie mówię oczywiście o żadnych komediach, które śmiesznie nie-śmieszą, lub nawiązują jedynie do tematu seksu w najbardziej obrzydliwy ku temu sposób. Mamy ogrom niedocenionych, utalentowanych Polskich aktorów (chociażby Dorotę Segdę, Danutę Stenkę czy Bronisława Wrocławskiego), ale większość produkcji, które trafia na Polski rynek z jako-takim na nasz kraj ""hukiem""obsadzona jest schematycznie w Karolaka, Sthura i Szyca. Nie uważam, że każdy z nich jest makabrycznym aktorem, jednak, gdy widzi się te same twarze na każdym filmie, to przepraszam, ale mi osobiście zbiera się na mdłości. Jeśli już tworzymy filmy, albo są ogromną klapą(dużo takich niestety), albo strzałem w dziesiątkę. Jednym z drugich wymienionych jest na pewno Sala Samobójców. Fakt, faktem, rozeszła się na tyle, że nie sposób nie oglądać jej setny raz bez pewniej "odrazy", jednak moje pierwsze razy były, jak najbardziej udane. "AmbaSSada, "Oszukane" czy też "W imię.." wywarły na mnie również spore wrażenie, a z dniem dzisiejszym do ich grona dodam ową "Idę". Film z początku nużący, trochę niezrozumiany, potem zyskuje w oczach widza. Klimat całego filmu jest mocno melancholijny, istotną sprawą jest fakt, że klisza jest wyłącznie czarno-biała, co, według mnie, dodaje ogromnego uroku całej produkcji. Zdecydowanie nakłania do refleksji, a takie filmy uwielbiam. Obsada nie kuje w oko, aktorzy są świeży i nie czuć w nich "zgnilizny" z którą zmaga się chociażby sam Szyc. Pokłon w stronę, znacznie bardziej znanej niż koledzy, Agaty Kuleszy, za świetną kolejną już grę aktorską i wcielenie się w postać na medal.
Nie polecam tego filmu osobom, które poszukują w dziesiątej muzie szeroko rozbudowanej akcji i dużą wagę przywiązują do rozrywki. Nie znajdzie się tam strzelanin, czy rozłupywania głowy, jak orzecha siekierą, ale mnie osobiście wartość merytoryczna wbiła w fotel.
Zamierzam zabrać się jeszcze za "Różę" Smarzowskiego oraz "Miejsca urodzenia" Łozińskiego, ale na to jeszcze znajdzie się odpowiednia pora i być może rozgadam się na ich temat :)
Stworzyłam przedwczoraj na kolanie listę noworoczną. Z paru podpunktów zdążyłam się wywiązać już teraz, jednak ciągle mi mało. Myślę, że opublikuje ją w najbliższym czasie, a teraz uciekam się szykować na sylwestra i noc u Agaty. Obfitej w emocje nocy:)
"zostałem sam jak stroję"
https://www.youtube.com/watch?v=JKmFUffQKXo



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz