Już wcześniej było kiepsko z moim życiem towarzyskim, z relacjami z ludźmi ale wydaje mi się, że po tej notatce już na pewno nie będę mieć znajomych.. W sumie chrzanić to.
W takim pipidówku, jakim jest Śrem 6 grudnia otworzyli pierwszą w tym mieście galerię, cała akcja nabrała charakteru co najmniej rangi narodowej. Jestem z miasta-cóż, wiele rzeczy nie rozumiem i rozumieć nawet nie zamierzam. Ludzie gadali o tym od miesięcy, są i tacy, którzy dzień w dzień przychodzili pod ową galerię sprawdzić na jakim etapie są prace tam czynione. Po części pojmuję, że udostępnienie dość sporej grupie ludzi sklepów, dla których wcześniej trzeba było tłuc się pks'ami ze śmierdzącymi człowieczynami przy +40 stopniach wydając przy tym 11,50zł, (11,50x2=23zł w dwie strony, a za to już jest koszulka więcej!) jest super sprawą. Szczerze mówiąc, sama się ucieszyłam, gdy usłyszałam, że coś takiego powstaje. Wiadomo, jak każda baba-zakupy lubię ;) Nie omieszkałam wpaść na otwarcie, -30% robi swoje, jednak wyszłam zaledwie po chwili uświadamiając sobie, że na podobny pomysł wpadł chyba cały Śrem. Z obawy przenikania zarazków, gdy wszyscy sapali sobie praktycznie wzajemnie do ust, nie z wolnej woli, a totalnego ścisku, ja udałam się na lodowisko i obiad ze znajomymi.
Sława POLONI rozprzestrzeniła się jeszcze bardziej, nie byłoby ust, gdzie nie zawitała by ta szlachetna nazwa. Udając się dziś na przerwie do łazienki w celach czysto fizjologicznych, chyba całe pomieszczenie było wypełnione przez baby. Spróbujcie sobie to wyobrazić-jedna przez drugą, huczały czego to sobie nie kupiły, jak genialne spodnie widziały i ile kasy przetrawiły. Tak, w takich momentach najdobitniej zdaje sobie sprawę, z tego, jak bardzo odstaję od reszty, dobitniejszą sprawą jest, że takowe przemyślenia miały miejsce podczas znajdowania się na muszli klozetowej, jedynie zabrakło "600 krzyżówek, na każdą porę" i mogłabym mówić o idealnych warunkach.
To tylko taka anegdotka.
Sęk w tym, że dziś po raz drugi zawitałam do ogromnej w swym potencjale galerii i dosłownie zamarłam. Z początku super, niezłe sklepy, ludzi nadal od cholery, ale to chyba normalne, poza tym całokształt cieszył oko,a atmosfera nie należała do najgorszych. Potem zdjęłam słuchawki i otworzyłam szerzej oczy. 12-latki, 15-latki, 40-latki, babcie na emeryturze, wszyscy jakby wpadli w amok. Ludzie drą się z połowy sklepu, śmieją się tak, że cała galeria słyszy, biegają pomiędzy ciuchami, biorą 30 koszulek do przymierzalni, następne 30 czeka na wieszaku obok, bo nie zdołały ich wnieść do przymierzalni. Przez przejście przechodzi grupka typowych dresiarzy-białe skarpetki pumy, czarne maxy, czapka prawie sięgająca lamp, do tego stylowa wiatrówka i nerka przewieszona przez ramie. Cały charakter nadają ręce wciśnięte w spodnie i luzny chód przepełniony spokojem i spojrzenie w stylu "przejdę się powoli, szeroko, obejrzę wszystkie najdroższe ciuchy, jakie są w sklepie, udam, że wybrzydzam i na końcu wyjdę z parą świątecznych skarpetek z reniferem dla laski" Hm. Dwie dziewczyny świeżo po szkole siedzące na parapecie w najlepszych ciuchach, jakie mają, z zamiarem siedzenia na owym parapecie do samego zamknięcia, byleby odpisywać ewentualnym znajomym na zapytanie "-Gdzie jesteś? "-w centrum handlowym.." No tak, przebywanie w centrum to już prestiż. Oczywiście, aby dostać status rdzennych galerianek należy przestrzegać świętych zasad królowych pozerstwa, gdzie już pierwszy punkt mówi o chamskim i krytycznym spojrzeniu na wszystko, co obok owych kandydatek zdoła przejść.
Trudno mi to wszystko opisać, nie mam się za znawczynie galerii, ,ale ręce mi opadły. Totalna wiocha i szczyt prostactwa. W celu najmniejszych wyjaśnień, nie twierdzę, że każda osoba, która tam była zachowywała się nie na miejscu, ale większość przypominała stado buraków w swoim naturalnym środowisku. Brakowało tylko zielonych gumofilców i worka gnoju obok.
Jedyne podsumowanie, które przychodzi mi teraz na myśl: Człowiek może wyjść z wiochy, ale nie wiocha z człowieka.Najpewniej zaraz zostanę okrzyknięta bogaczką, egoistką, materialistką, znawczynię ze wszystkiego, lub osobę, która jest wielka w gębie, bo mieszkała w mieście i robi z siebie gwiazdę, więc skorzystam z tej wdzięcznej chwili: Dziękuje i z tego miejsca chciałabym się pożegnać ze wszystkimi ewentualnymi znajomymi-chyba najwyższy czas znaleźć sobie jakiś przytulny karton i właśnie tam przeczekać zimę. Kraj kwitnącej cebuli, nie tyle co na polach, ale i w głowach. O mentalności ludzi z Polski! Uwielbiam Cię!
![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||||||
| . |
Przepraszam, ale to najśmieszniejsze zdjęcie, jakie dano mi ujrzeć w internecie..





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz