poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wyprawa życia niczym z Hollywodzkich filmów, na ile idiotów można trafić w ciągu 2 godzin i tabletki na wzdęcia

Mam wrażenie, że po każdym gorącym, namiętnym lecie zima, która idzie ku mnie z myślą "teraz potrząśniesz dla mnie dupcią, przy okazji zębami i całą resztą" jest coraz bardziej drastyczna. Przepraszam, że zaczynam notatkę od tematu pogody, który jest oklepany od każdej możliwej strony, ale nigdy nie czułam na sobie wiatru, który dosłownie mnie zmiata z ziemi, a do najchudszych nie należę. Jednak są momenty, kiedy dziękuję Panu Bogu za kilka kilogramów więcej.

Dziś udało mi się wybyć do Śremu na lodowisko i do Tropicany z dziewczynami. Zrobiłam jedynie to, a mimo to, podczas 2 godzin udało mi się ponownie natknąć na 2 chamskie kelnerki, faceta, który stojąc za mną nie wytrzymał i ruszył swoim starym szrotem tak gwałtownie, że cisnął spod swoich kół kamienie na moją całą karoserię i faceta od bilarda, przy którym dosłownie wysiadłam. Z początku jego syn pilnował bilarda przez bite 30 minut opierając się o niego łokciami ze względu na plan odległej w czasie ewentualnej rozgrywki z tatą (cud, że się na niego nie położył, choć długo chłopak wytrzymał ze wzrokiem poczucia, że jest to jego życiowa misja, naprawdę żałujcie, że nie mogliście tego zobaczyć), po czym, gdy tata wrócił z "papierosa" urządzili sobie wraz z jego kompanem długą, żywa dyskusję trzymając nieprzerwanie kije przy swoich brodach, na wypadek, gdyby znów wpadł nam do głów głupi pomysł, że nie używają sprzętu i jednak możemy zagrać. Nie wspomnę o godzinnym celowaniu w bile i chamskich odzywkach, od których nie stronili, ale dobrze, majątek wydali to i prawo zyskali, wiadomo. Król i władca, a to wszystko za sprawą złotej otoczki srebrnego krążka, o kłaniajcie się narody! Wybaczamy, wybaczamy, w końcu trzymanie takiej kasy w ręce zobowiązuje, nie każdy będzie kiedykolwiek godzien dotknąć takich pieniędzy. Najpewniej tata coś zrozumiał i po paru chwilach od skończenia przez nas gry, ofiarował nam całe 2 złote na następną kolejkę, poprzednio rozgrywając jedną partię wraz ze mną. Faceci są niekiedy tak bardzo niezrozumiali.. Nie mówię, że baby są przejrzyste i zawsze wiadomo z góry, czego chcą, ale na szczęście nie opuszczacie nas na krok. Życie dzięki wam staje się naprawdę pełne barw. 

Wszyscy po czasie musieli się zbierać, więc po opróżnieniu wszystkich talerzy pożegnałyśmy się, ale dla mnie i dla Jagody przygoda się zaczęła. W trakcie bogatych w wymianę spostrzeżeń rozmów, wyjechałyśmy trochę dalej, niż do Śremu. Miało być edukacyjnie, a dotarłyśmy jedynie na "taras widokowy", jeśli tak to można nazwać, po którym ledwie wróciłyśmy całe do auta, bo wiało spokojnie 100km/h. Patyczkowate nogi Jagody dały radę, ja obyłam się bez inalatora, więc wybyłyśmy dalej na, jak się okazało, błądzenie w wioskach, o których istnieniu mi się nie śniło. Był i w planach zamek w Kórkinu, ale było tak zimno,
mokro i ciemno, że nie specjalnie paliłyśmy się do wyjścia z auta i czym prędzej uciekałyśmy do domu.







Taka refleksja mnie naszła.. Ostatnio przez ręce przewinął mi się filmik, gdzie ludzie o mało nie pozabijali się o karpie(PRZECENIONE!!!!) w Lidlu. Domyślam się, że to wydarzenie i oferta nie do odrzucenia, ale wydaje mi się, że po powrocie do domu wiele babć miało na sobie liczne ślady walki w postaci siniaków. Ludzie od początku grudnia snują się po sklepach i wypatrują większych okazji porównując ceny różniące się groszem, może dwoma, godzinami wybierają mandarynki, godne położenia ich na stół wigilijny, przebierają kilogramy kapusty dobierając się do tej najlepszej z dołu.. To oczywiście senna, stosunkowo melancholijna wizja, ponieważ cała zabawa zaczyna się tydzień przed świętami. Widok starszych ludzi coraz rzadszy, zwyczajnie schodzą z pola bitwy poobijane po wcześniejszych wydarzeniach. Na końcu wytrzymają najwytrwalsi.. Ludzie są wszędzie. Idziesz do mięs? Ludzie. Idziesz do pieczywa? Ludzie. Idziesz do kas? Setki ludzi. Zaczęłam bardziej oglądać się za siebie, bo może jeden z tych świątecznych zombie gdzieś się zawieruszy i skończy w mojej łazience. Ludzie kupują wszystko. Biorą kredyty na parę lat, żeby w jednym roku kupić tyle żarcia, których oczywiście większości nie skonsumują, bo "nie może zabraknąć". Przykład. Obserwowani: 3 osobowa rodzina. Podmiot: Bigos. Zadanie matematyczne: ile bigosu wystarczy dla 3 osobowej rodziny? -W przypadku mojej rodziny garnek. Gggggggy. Zla odpowiedz. Trzeba nagotować tego tyle, żeby jeszcze w styczniu kąpać się w tym bigosie! A co! "Niech Baśka z naprzeciwka widzi, że nas stać!" Do wydatków może ewentualnie dojść nowa lodówka.. Hm, zapytacie dlaczego lodówka?
No jak to dlaczego?! Oj głuptasy.. przecież więcej jedzenia do starej się nie zmieści! Okres świąteczny jest istną nagonką pieniężną. Ludzie kupują wszystko, dosłownie W-S-Z-Y-S-T-K-O. począwszy od smalcu, mleka, masła i tym podobnych, przechodząc przez prezenty, na których w życiu ich nie stać, po tabletki na wzdęcia, które zażyją, gdy ich brzuchy zaczną się buntować. W świętach przecież nie chodzi o radowanie się Narodzinami Jezusa, nie chodzi o mile spędzenie czasu z rodziną, o ciepło domowego ogniska.. Jeśli tak sądzicie, przykro mi, zniszczę wasze życie-jesteście w błędzie. W Świętach chodzi o to, moje pisklaki, aby wydać, jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie. Kobiety godzinami przetworzą wszystkie wcześniej zakupione produkty, postawią na stół, włączymy telewizor, przełamiemy się opłatkiem i zjemy wszystko na raz. Potem dzieciaki do siebie bawić się prezentami, a reszta może trzasnąć się na kanapie brzuchami do góry i jeść, gdy tylko zrobi się miejsce w brzuchu, w trakcie oczywiście oglądając Kevina. Przepis na święta idealne, mam nadzieję, że rozwiałam wasze wątpliwości, w jaki sposób je obchodzić :)
Jeśli jeszcze ktoś mi powie, że nie czuje magii świąt i będzie się bardzo z tego powodu ogromnie dziwić, przysięgam, że nie wytrzymam. Cieszę się jedynie, że w moim domu do całego tematu podchodzi się z dystansem, na spokojnie. Gotujemy to, co lubimy, w ilości, jaką zjemy, a sprawę prezentów mamy rozwiązaną z powodu szlachetnej paczki. Ja tam się cieszę na święta i zdecydowanie czuję magię świąt zamykając oczy na widok tej całej świątecznej nagonki.
Spadam pomagać w kuchni i w końcu piec pierniki, Spokojnych Świąt :)

PS: Byłabym wdzięczna za polecenie jakiegoś dobrego filmu poza filmami akcji.
Nie pogardzę zaproszeniem do kina!



Soniu, jeśli to czytasz, to przepraszam za kradzież.
https://www.youtube.com/watch?v=3gwt0jzZM3U&feature=youtu.be


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz