środa, 17 grudnia 2014
Kolejne życie, edukacja, zakreślenie wizji przyszłości
Wstałam, wyruszyłam do szkoły, załatwiłam parę spraw na mieście i udałam się na korepetycje. Nic bardziej ambitniejszego, przeżyłam, więc dzień dzisiejszy uważam za udany. Tymczasem zakupiłam nową książkę, która sprawia, że aż się rwę do jej stron. Jak każda książka, pewnie wywrze na mnie jakiś wpływ, więc po emocjonalnym pożarciu coś na jej temat naskrobię :) Bardzo intrygują mnie powieści, które w tle mają starą Amerykę, równouprawnienie kobiet i historię, z jaką muszą się zmagać nawet w dzień dzisiejszy czarnoskóre kobiety. Według mnie, nie ma ciekawszego tematu, niżeli ich historia.
Ogólnie rzecz biorąc, bardzo cieszy mnie fakt, że tak jak wcześniej ciążyła mi historia, jako lekcja oczywiście, tak teraz staram się wynieść z zajęć wszystko. Nie z racji chęci wysokich wyników w nauce, ale tego, że, cholera, to jest jednak ciekawe. Smutny jest fakt, że podejście uczniów do przedmiotu leży w gestii nauczyciela. Wahania końcowych ocen z historii w moim przypadku są tak kuriozalne, że to aż nieprawdopodobne. Uczyło mnie w sumie 4 nauczycieli, a u każdego miałam inną ocenę, z tym, że kiedy historia ciążyła mi najbardziej sięgałam dopuszczającego, teraz wychodzę z bardzo dobrym i z zapałem z zajęć. Składając papiery do LO miałam nadzieję, że trafię na luźnego nauczyciela, gdzie przecierpię rok i raz na zawsze pożegnam się z historią ochoczo kiwając jej na pożegnanie, teraz wiążę z nią przyszłość i baaaardzo mi z tym dobrze. Paradoks?
LUDZIE, UCZMY SIĘ HISTORII!
Anno, proszę nie wyśmiewać mojej notatki, a w szczególności ostatniego zdania-dziękuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz