sobota, 20 grudnia 2014

Klasa na medal, mój tata jest mafiozo

Pierwszy raz od czasów niepamiętnych wigilia klasowa sprawiła mi chociażby tyci-tyci przyjemności. Tym razem nie panowała pogrzebowa atmosfera, a sama liryczność nie wymagała sięgania do nóż, aby przekroić wypchane w emocje powietrze. Miejsca nie nie miało prześlizgiwanie się poprzez osoby, którym niekoniecznie chciałabym składać życzenia-staram się być szczera przynajmniej w tej kwestii, ani wielki harmider panujący przed tak "wielką uroczystością". Wszystko na spokojnie i bez przesadniej organizacji wszystkiego kropka po kropce. Poza trafionym prezentem, pomijając, że sama sobie go zażyczyłam miesiąc wcześniej, dotarło do mnie, że chyba w końcu jestem we właściwym miejscu z właściwymi ludźmi. W 2 z 3 szkół miałam "burzliwe" relacje ze środowiskiem (mnie samą ta statystyka często przeraża), a zazwyczaj do świąt wszystko nabierało już odpowiedniego tempa i nie było mowy o zatrzymaniu koła na te parę dni, bo "są święta", taka natura ludzka. Nie wspominając już o błogim czerwcu, gdzie wszystko ceremonialnie kończyło się fiaskiem, z czego raz zmianą szkoły. Gdy tylko w sierpniu wpadła do mych rąk lista osób, z którymi będę zmuszona obcować przez 3 lata, zaczęłam się modlić. Mówię poważnie. 23 dziewczyn na 28-osobową klasę. Podkreślę ponownie, że największy problem zawsze miałam z dziewczynami, (akurat w tej kwestii faceci mają wszystko gdzieś, za darmową bułkę zapomną wszystko). O mało nogi się pode mną nie ugięły. Tym bardziej patrząc przez pryzmat tego, że kolejne "nawianie" nie wchodzi w grę, zmiana liceum nie jest tak banalna, jak gimnazjum. Rozszerzenia, zabawa ze świadectwami, z profilami i lukami podstawy programowej nie są warte paru przykrych incydentów i krzywych spojrzeń na korytarzach. Wizja 3 lat, które sprawiały wręcz, że czarno mi się robiło przed oczami nie minęły po pierwszym spotkaniu klasowym, wręcz przeciwnie. Teraz, spoglądając na 4 ostatnie miesiące, z ręką na sercu w imieniu swoim i przeze mnie wystawionych pochopnych wniosków, przepraszam. Naprawdę sympatyczne i klimatyczne parę godzin spędzonych z ludźmi, których niekoniecznie chcę pozabijać.-To największy komplement, na jaki mnie stać :)

Rozwijając nieco wyżej naruszony temat zgrzytów międzyludzkich, w których żywo uczestniczYŁAM, przyznam, że często nie są do końca moją winą. Uhuhu, nastawiam się na cios- egoistka, ślepo zapatrzona w siebie, ta zawsze święta, nie widzi, jaki cyrk odprawia. Tak, tak, to także przerabiałam, więc jeśli ktoś się posłuży podobnym zwrotem podobnie- Ameryki nie odkryjesz, pragnę więcej kreatywności. Nie zamierzam robić z siebie męczennicy, ale sporą ilość razy ludzie z łatwością spychali mnie do szufladki z napisem "przemądrzała bogaczka", ta druga część sprawia mi za każdym razem większą frajdę, nie ukrywając, nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak to cholernie irytuje.. Przyznaję zarówno tutaj, jak i sama przed sobą, że mam w życiu farta, zajebiście ogromnego farta, który towarzyszy mi przez całe życie w każdej możliwej dziedzinie. Z tej najbanalniejszej strony powiązanej z wyżej wymienioną "drugą częścią", mojej rodzinie się powodzi. Nie twierdzę, że mamy kasy, jak ziemniaków w Polskich polach, ale pieniądze, które są w stanie zarobić moi rodzice w pełni zapewniają nam życie, na jakimśtam poziomie i nigdy nie głodowaliśmy. Ze strony ludzi ze Śremu wygląda to nieco inaczej, wprowadziła się Ochmannka do wielkiej chaty, jeździ Smartem w wieku 16 lat, a jeśli jej się znudzi to ma motocykl, warty przynajmniej 10tyś(opinia), czasem pojeździ sobie quadem taty, bo nie wypada pokazać się w mieście na tym samym pojeździe, co by ludzie pomyśleli!? Wielka też mi miastowa z metropolii, jaką jest Poznań. Wychowywała się na Wildzie i w każdym temacie robi z siebie znawczynie. Największym absurdem, jaki słyszałam, to to, że mój tata robi interesy z mafią (jest łysy, dobrze zbudowany i zawsze jeździ w ciemnych okularach) i to właśnie stąd mamy tyle kasy. Najbardziej przykry jest fakt, że NIKT, NIKT nie poznał mnie wcześniej, niż te 4 lata wstecz, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy w willi. Może to niektórych oburzy, lub ich światopogląd ulegnie zmianie, ale niegdyś moim największym marzeniem były pierwsze sławniejsze buty Nike za kostkę za 150zł. W obecnym czasie była to dla mnie tak horrendalna kwota, że w życiu nie poruszyłabym tematu zakupu zbyt głośno. Nie wspomnę o zakupach w sławniejszych sklepach typu H&M, CROPP, czy nawet TESCO. Większość rzeczy, które nosiłam były ze szmateksu, choć nienawidziłam tam chodzić, bo ze względu na przekleństwo, którym jest astma i kilka alergii, zaraz się dusiłam, to właśnie tam chodziłam po nowe spodnie, czy koszulę na galowo. Cholera, jak sobie teraz porównam wszystkie różnice dnia dzisiejszego, a kilku lat wstecz, naprawdę, na tamte lata było kiepsko. Streszczając do minimum, tata pracował dzień-noc, weekend i święta, mama zresztą też nie siedziała bezczynnie na tyłku, a ja wracałam wraz z Mateuszem z kluczem na szyi. Świeżo wybudowany dom, a obskurna, śmierdząca, zgrzybiała kamienica to niebo a ziemia! Stamtąd też się nabawiłam problemów z płucami dzięki grzybowi na pół ściany w moim pokoju. Nie bardzo wiem, jak obrazowo przedstawić cały etap przejścia rodziny z góry skazanej na przegraną z ogromu czynników na to wpływających, do etapu ludzi dumnie kroczących przez życie, ale chcę jedynie przybliżyć grupie ludzi, która widząc mnie chociażby przejeżdżającą obok nich autem, o mało nie rzucających we mnie kamieniami, że nie zawsze metoda banalnej ocenie książki po okładce jest właściwa.


Rzeczą, która wkurza mnie najbardziej, to to, że świat stanął do góry nogami pod kątem kasy. -znów robi z siebie męczennice, egoistka- Ludzie biedni są akceptowani przez środowisko, natomiast ludzie, którym wiedzie się o niebo lepiej i żyją na poziomie są zawsze traktowani gorzej. Przykład? Biedny, który żebrze o 2 złote pod biedronką będzie traktowany z litością i myślą "trzeba pomagać innym". Człowiek dobrze ubrany, czysty, pachnący dobrymi perfumami, mało tego, podjeżdżający autem wartości pensji zarabianej przez całe życie przeciętnego Polaka, będzie momentalnie szykanowany nienawistnymi spojrzeniami, bo "jemu się udało". Po paru latach obserwacji stwierdzam, że ludzie, z którymi się stykałam w jakikolwiek sposób, mieli w sobie tak cholernie nabrzmiałe kompleksy, że aż z nich krzyczały. Zazdrość zawsze wynika z kompleksów, (Nie biorąc już wartości osoby ziejącej na kilometry zazdrością pod lupę) czym więcej człowiek osiągnął w życiu, tym większe kłody pod nogi będzie jej podrzucało społeczeństwo. Nie chcę nawet rozpoczynać kwestionowania, czy to zależy od kraju i tak dalej, bo chyba zupełnie wykluczono by mnie z obcowania z ludźmi Przykładem, który chyba będzie najbardziej odpowiedni i przejrzysty jest Piotr Kaszubski. Zaraz po wystąpieniu w telewizji z dopiskiem dyndającym mu nad czołem "Młody milioner" doznał fali, ba, tsunami obelg (staram się używać ładniejszych słów, od "został nazwany ciotą, debilem, popierdolonym maminsynkiem i pospolitym "penisem"- ) praktycznie ze względu na to, że ma kasę i zarabia więcej niż typowy student(w tym okresie chyba w takim wieku byli jego rówieśnicy). Założył prosperującą firmę zajmującą się wybielaniem zębów, ogólnie związaną z ortodoncją itp i to TYLE. Podejrzewam, że całe wystąpienie miało wypromować jego produkt, który miał się ukazać na rynku już za parę miesięcy, akcja chyba wypadła na plus, bo urosła ogromna dyskusja na skalę globalną na temat tego ile pomogła mu w tym matka- i nadal: ciota, debil, fagas, cwaniaczek... tego było zdecydowanie najwięcej. Jak potoczyły się dalsze losy jego produktu? Został wycofany po jakiś 5 miesiącach. Dlaczego? Nagonka społeczeństwa, która doszukiwała się wszystkiego doprowadziła do ścisłego przejrzenia każdego składnika pasty wybielającej. Czegoś się doszukali, co oczywiście u konkurencji również grało pierwsze skrzypce, i cały nakład poszedł w błoto. Dlaczego? Bo sukces boli.



Bardzo dziękuję za każde wyświetlenie z osobna i sekundę poświęconą, na przeczytanie moich klekocin Jeeeszcze bardziej, za odzew,który otrzymuję w sprawie bloga, sama nie sądziłam, że tyle osób będzie interesowało coś, co tutaj próbuje tworzyć:) Miłego dnia!







you were dating that bleach-blonde girl
if i find her, i swear, i swear...
i'll kill her, i'll kill her!
https://www.youtube.com/watch?v=Qhh-MJVWwXY&index=1&list=RDQhh-MJVWwXY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz