Dziś z rana zmyła się od nas rodzina, ominęły mnie wlewne pożegnania, bo do domu wróciłam dziwnym trafem dopiero po 14. Lubię, jak przyjeżdżają, chcąc, nie chcąc, jest to nasza zarówno najbliższa, jak i najdalsza rodzina. Zdecydowanie to z tą imprezową siódemką jesteśmy zżyci najbardziej i to oni wprowadzają najwięcej sympatycznego zamieszania do naszych spokojnych czterech ścian. Mieszkamy w trójkę, rodzice na dole, ja w sumie na górze. Na dół schodzę tylko po jedzenie i pogadać z rodzicami, mnie natomiast zaszczycają swoją obecnością, gdy szukają czegoś na strychu, lub nastawiają pranie. Poza tym nasz dom jest istną oazą spokoju, do której jesteśmy przywiązani grubymi łańcuchami i kłódką wielkości ludzkiej głowy. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić sytuację, gdzie z 3 osób, z których każda zna swoje miejsce, robi się 10. Istny dworzec, który z czasem przepoczwarza się po godzinach nocnych w Serbski film. Nie zrozumcie mnie źle, bo odwiedziny rodziny to super sprawa, uwielbiam, jak przyjeżdżają, bo wyrywają nas z takiej monotonności, a poza tym "młodszego" rocznika naszej rodziny nie mogłabym sobie wymarzyć. Po takich odwiedzinach jednak nie możemy dojść do siebie przez jakieś 3 dni, wszędzie trzeba sprzątać i przez pierwsze godziny jesteśmy pochłonięci przez tak wielką agonię, że nawet z sobą nie rozmawiamy. Istne trzydniowe tornado towarzyskie przechodzi przez nasz dom, pozostawiając echo na kolejne trzy doby, w których usiłujemy trafić na stare tryby naszej codzienności i posprzątać, a to już bardziej kłopotliwa sprawa. Chyba tylko w naszym przypadku nie ma zmaterializowania zasada, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach, bo u nas zawsze kończy się parodniową imprezą, w trakcie której ja ewakuuję się do koleżanek.
Teraz, po chwili zachwalania mojej wspaniałej rodziny, nadszedł czas ponarzekać. Nie ukrywajmy, hejtowanie sprzedaje się najlepiej i to właśnie to chcemy wszyscy czytać. No bo ile można czytać, że ktoś posiada coś, czego być może nam brak? Wiadomo, irytuje nas powodzenie innych, a w większości przypadków nie jesteśmy stworzeniami empatycznymi, a raczej szalka przechyla się znacznie w drugą stronę. Nie mogłabym was przecież zawieść!
Mamy 3 stycznia, T R Z E C I, rozumiecie to? za C Z T E R Y dni przywitam się ponownie z umiłowanymi przez moje kartkówki ławkami, przywitam cudownie nastawionych nauczycieli, czekających, aż będą mogli mnie udupić, a ja nie znajdę w sobie tyle zaparcia, aby wreszcie usiąść i przykuć na tyle, żeby im pokazać, jak ich plany idą w błoto. Szczerze mowiąc, nie mogę doczekać sie 2 klasy, mimo, że ma być sześciokrotnie większy zapieprz, niż teraz. Z przedmiotami, które biorę na rozszerzenie, idzie mi całkiem dobrze. W porządku czuję się z materiałem, swój stan porównuję nawet do pływania w oparach wiedzy, a pływakiem jestem nie najgorszym. Nie ukrywam natomiast, że wszystkie typowo ścisłe przedmioty idą mi koszmarnie. Czuję się, jakbym szła z wielkim głazem pod górkę, która staje się w tym momencie pionowa, a w skrzydła wyposażona niestety przez stworzyciela nie zostałam. Nie potrafię skupić się na 12345678 przedmiotach jednocześnie, gdzie każdy robi miny, bo przecież to jego przedmiot jest najważniejszy, a my zwyczajnie jesteśmy bezczelni. Przecież każdy z naszych nauczycieli skończył szkołę, no tak! Widocznie to my jesteśmy do dupy i lamentujemy nad naszym losem, a w podobnej sytuacji ludzie w naszym wieku byli od setek lat! Śmieszna sprawa, chcą nas nauczyć każdego, mamy być alfą i omegą w każdym tego tego terminu zastosowaniu, mamy być ludźmi renesansu i znać się na wszystkim. Jak jest naprawdę? Wszystko traktujemy, jak katusze, a koniec końców nie umiemy nic. Swoją drogą i tak większością z was spotkam się przy kasie w TESCO, choć różnie może wyglądać sprawa strony, po której się znajdziecie. Tak, wiem, może wypowiadam się ze zbyt dużą krytyką o naszym systemie oświaty, bo z drugiej strony siedzę na tyłku i potrafię tylko hejtować, skoro mogłabym w tym samym czasie się ruszyć i coś zmienić zamiast prawić bzdety, o których każdy już wie i sporo ludzi z moim wieku ma podobny pogląd na sprawę. Niestety, politykiem nie zostanę, ministrem edukacji narodowej tym bardziej i pewnie lada chwila pokornie pójdę chociażby próbować wbić sobie do głowy miarkę z kubła informacji, które muszę zapamiętać do siódmego, ale zwyczajnie udzielił mi się nastrój buntu młodzieńczego, z którym zmagamy się chyba wszyscy, prawda? Bądzcie litościwi w swoich osądach, dobrzy ludzie..
![]() |
| King, jak samo nazwisko wskazuje-jesteś królem!:) |
Uciekam, udanego wieczoru spędzonego przy książkach. Drogie dzieci, oceny na świadectwie same się nie obronią.. :>
https://www.youtube.com/watch?v=F55hrB6hHPc&feature=youtu.be


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz