czwartek, 11 grudnia 2014

Piżama w renifery przedzierająca się przez dżunglę twarzy.


 Dziś nie będzie żadnego narzekania na świat, marudzenia pod nosem czy ogólnej agresji w stosunku do wszystkiego, co mnie otacza. Szkoda czasu, na psucie sobie samopoczucia i urody, szastać nie ma czym, więc motywuje mnie to jeszcze bardziej do przyjęcia takiej, a nie innej postawy. Zaczyna się weekend, co prawda znów kiepski przez problemy z autem, co będzie tylko aluzją, bo zrobię wszystko, aby był jednym z najlepszych w ostatnim czasie, bez względu na to z kim i jak go spędzę. Nie ukrywam, że coś wpłynęło na jakieś moje ogólne refleksje o życiu i nie ukrywam, że czuję się z tym fatalnie. Brakuje paru ludzi w zarośniętych już gałęziami miejscach, a ja przedzieram się przez tą dżunglę zbyt często, niż jest to warte. Na całe szczęście, nie jestem zbyt pamiętliwa :')
Możliwe, że na czas weekendu dam sobie spokój z blogiem i stworzę coś o większej wartości merytorycznej niż powyższe, jednak to dopiero w poniedziałek.


PS.Tak, dałam upust mojej próżności, co mi szkodzi!
Branoc:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz