Jedyne co dziś zdążyłam zrobić, to napełnić się lodowatą falą złości. Nic więcej mi nie wyszło, cóż. Miesiąc temu zgłosiłam się na konkurs polegający na nagraniu reklamy mojej szkoły. W pierwszym momencie-1000 pomysłów. Pod koniec jednak, scenariusz kreślił się w chwili kręcenia. Z wyniku ostatecznego zupełnie nie byłam zadowolona, doszukałam się miliarda błędów, jednak oddałam cały projekt z racji szacunku do czasu osób, które wzięły udział w tej akcji. Ku mojemu zdziwieniu, zajęłam pierwsze miejsce w owym konkursie. Nagroda była dość treściwa, książki, bloczki karteczek, segregator, długopisy, pendrive, koszulka-ogólne duperele. Moją uwagę przykuło jednak zaproszenie na warsztaty filmowe z nagraniem programu. Zdecydowany strzał w dziesiątkę. Nie powiem, ucieszyłam się, bo nie dość, że miałam frajdę przy kręceniu, spotkałam się ze znajomymi to jeszcze ktoś wpuści mnie na plan. Jak dla mnie bomba! Co do terminu, to miałam się umówić już telefonicznie. Przedzwoniłam, umówiłam, załatwiłam. Do zabawy wkręciłam jeszcze 2 chłopaków z naszej szkoły, którzy zajęli trzecie miejsce, bo zaproszenie obejmowało również "osoby towarzyszące". Tak, stwierdziłam, że w sumie miło zabrać ze sobą osoby, które też brały udział w konkursie, bo na pewno sprawi im to frajdę, JASNE. Dzień przed dniem wyznaczonym, okazało się, że nie bardzo im to "po nosie" i latałam, jak głupia, aby zorganizować spotkanie w następnym tygodniu- cudem się udało.
Czekałam i się doczekałam-dziś z rana zapierniczałam ile sił w nogach do wyznaczonego miejsca z wielkim bananem na twarzy, radośnie chwyciłam klamkę, i co? No tak, banan z twarzy zszedł mi mimowolnie przy daremnych szarpnięciach-"Zamknięte". Wpadłam na pomysł przetelefonowania-nikt nie odbiera. Rozglądam się-żadne znajome twarze mi się nie okazują, co za tym idzie, faceci, dla których specjalnie stawałam na rzęsach tydzień temu, bo "nie mogli przyjść" również mnie wystawili. Wszystko skończyło się tym, że postałam sobie na mrozie 2h, aż w końcu udałam się załatwiać inne rzeczy na ten dzień zaplanowane. Koniec końców, wystawił mnie facet z redakcji i 2 chłopaków ze szkoły ;) Dzień definitywnie poszedł w błoto, cóż. Rzekomo, żaden z pracowników Relaxu, nie wiedział o warsztatach i jeden po drugim umywali ręce, szkoda, że w tym samym czasie nogi wchodziły mi do tyłka, a z nosa zwisał sopel lodu :)
XXI wiek, telefony są ogólnodostępne, a miło by było, gdyby ludzie szanowali czas zarówno swój (nie wątpię, że tak jest) ale też innych.
Taka sentencja.
Uciekam pisać list do dziewczyn z rodziny, którą wybraliśmy. Swoją drogą, w weekend jadę zawieźć wszystkie paczki, nie mogę się doczekać :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz