Tak jest zawsze, że gdy zbliża się ważna dla mnie kartkówka, ba..kartkówka, na którą się nauczę!, zawsze musi się przytrafić coś, co rozpieprzy cały mój plan w drobny mak. Tym razem zwyczajne zmęczenie wygrało walkowerem i smacznie zaspałam na pierwsze lekcje. Jak każdy wtorek pędziłam do domu, zjadłam obiad i jeszcze szybciej udałam się na korepetycje z angielskiego. Zawsze o tej porze, w środku tygodnia modlę się o brak zadań domowych i zapowiedzianych kartkówek, bo wiem, że czeka mnie niezbyt miły wieczór. Dziś jednak coś mnie wyrwało z tej codziennej monotonności.
W te święta ja i rodzice zdecydowaliśmy się zrobić coś więcej, niż iść do sklepu i kupić sobie setna już parę świątecznych skarpetek, trzydziestą czekoladę niż zwyczajnie nietrafiony prezent pod choinkę. Postanowiliśmy podarować komuś prezent złożony z rzeczy, których zwyczajnie na co dzień mu brak. Liczę na to, że wpis, który za niedługą chwilę trafi do kilku, kilkunastu osób zostanie odebrany, jak najbardziej prawidłowo i choć ten jeden raz, nikt nie będzie zarzucał mi egoizmu, czy zwyczajnego interesu w całej sprawie. Nie piszę tego, aby się pochwalić, bo zupełnie nie w tym rzecz.
Ważne:
W internecie, prasie czy nawet telewizji co roku krąży tematyczna reklama o pomocy dla osób, dla których zima niekoniecznie kojarzy się z różnorodnymi zapachami z kuchni i ciepłem domu i prezentami pod choinką. Są ludzie, którzy nie mogą sobie pozwolić nawet na zakup najtańszej choinki, bo owe pieniądze mogą równie dobrze przeznaczyć na najtańsze buty dla jednego z dzieci. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że są ludzie biedniejsi od mojej rodziny, że może nie znajdują pod choinką najnowszej konsoli, genialnego telefonu lub nawet "banalnych" ciuchów od rodziny. Nie zawsze jednak nie zagłębiałam się w to na tyle, jak ostatnio i nigdy aż tak to do mnie nie docierało. Zawsze miałam "dobrze w tyłku", rodzice pozwalali sobie, aby niekiedy kupić mi właśnie ten "wymarzony" prezent i to właśnie on gościł w moich rękach w Wigilijny wieczór. Zawsze stół aż uginał się od potraw babci, zawsze w tle można było usłyszeć dobrej marki telewizor grający kolędy, zawsze cały dom był przystrojony od samych fundamentów po dach i najbanalniejsza ze spraw- zawsze w piecu było nagrzane do tego stopnia, że można było paradować w krótkich spodenkach. To wszystko zapewniane latami było dla mnie tak oczywiste, mówię teraz o samym cieple owego wieczoru, tak proste, że nie sądziłam, że u innych może być znacznie gorzej. Zima w tym roku nie rozpieszcza, na dworze już można spotkać temperatury na porządnym minusie, a wiatr sprawia, że trzęsę się nawet w ogrzewanej szkole, a niektórzy nie mają nawet możliwości palić w domach, z racji braku funduszy na opał. Brakuje pieniędzy dosłownie na wszystko, na jedzenie, na zimowe ubrania, na wszystkie fundamentalne rzeczy, których bez problemu możemy dopatrzeć się w naszych domach. Czym dłużej się o tym myśli, tym bardziej przerażającą wizją staję się mieszkać w takich warunkach i dochodzimy do wniosku, że w sumie mamy ekstra święta. Cholera, rozumiem i nie usprawiedliwiam ludzi, którzy przepili cały swój materialny dobytek i popłynęli finansowo kończąc w przytułkach-sami zgotowali sobie taki los, jednak jest masa ludzi, która została dotknięta tak przykrymi sprawami, że na samą myśl chcę mi się ryczeć i to robiłam czytając opisy danych rodzin.
Najważniejsze:
W tym roku wystartowała kolejna już edycja Szlachetnej Paczki, która ma za zadanie ofiarować pomoc finansową w postaci jedzenia, ubrań, przyborów szkolnych, mebli, opałów, sprzętów kuchennych, leków-dosłownie wszystkiego, co może pomóc takim ludziom w godnym życiu. Ofiarować można dosłownie wszystko, co według nas się przyda. Cała akcja polega na tym, że wybieramy sobie jeden z pośród opisów rodzin, w którym znajdziemy informacje jak liczna jest dana rodzina (są nawet rodziny 7 osobowe, który zostaje 100zł na miesiąc po odjęciu wszystkich opłat), co przysporzyło się do zaistnienia takiej sytuacji, jak i gdzie mieszkają, czego najbardziej potrzebują. Nie chodzi o to, żeby zafundować paczkę za 1000zł, ale wystarczy nawet zrobić zakupy za 20-50zł, wsadzić to w karton, napisać kartkę z życzeniami i wysłać. Jedna osoba może mało, ale jeśli w ten sposób postąpi chociażby garstka osób, można przyczynić się do rzeczy ogromnych. Jestem zdania, że prezent podarowany komuś cieszy bardziej, niż prezent otrzymany i tak szlachetne zachowanie jest prezentem samym w sobie. Chyba najłatwiejszym sposobem na zdecydowanie się czy warto jest postawienie się w sytuacji tej drugiej osoby.
https://www.szlachetnapaczka.pl/ <--- tu jest link do strony, wszystkie osoby, które chciałyby pomóc zapraszam do lektury, a tych niezdecydowanych w szczególności.
Dobro zawsze wraca.
https://www.youtube.com/watch?v=hKamD6QQbv0
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Swoją drogą chcę poinformować niektórych o dość zabawnej, przynajmniej dla mnie, sprawie. Wbrew wszelkim plotkom, gadaniom i różnorodnym dogadywaniom, niestety muszę was rozczarować. Nie upiłam się-nie wsiadłam po alkoholu do auta-i nie, nie dostałam przez to kary od rodziców. Nawet sobie nie zdajecie sprawy z tego, jakiego napadu śmiechu dostałam, gdy usłyszałam tą nowinkę :) Zabawne, że zazdrość ludzi nie ma granic, ale w sumie przez to moje życie wydaje się znacznie bardziej ciekawsze i atrakcyjniejsze niż jest, dzięki!:)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz