czwartek, 25 czerwca 2015

Klasowa banicja, Nowa Ia (je*ać Arka i Nikolę), jestem zarozumiałym bachorem oraz jak ukraść komuś trampolinę

Każdy temat, który w różnym stopniu rozwijam na tym pseudobogu, musi mieć jakieś przełożenie w moim życiu. Muszę się z tym spotkać, zmierzyć-odnieść zwycięstwo, porażkę, cokolwiek, byleby zdobyć jakiekolwiek doświadczenie i dopiero wtedy móc śmiało się wypowiedzieć. Nigdy nie rzucam się za pisanie o czymś, co albo jest mi odległe, albo nigdy z tym nie miałam do czynienia-dość banalna, ale za razem złota zasada-pisz/wypowiadaj się na te tematy, o których masz pojęcie. Swoją drogą, tę zasadę polecam również zastosować poza "blogosferą" i przełożyć na realne życie. Nevermind.

Jeden z fragmentów notatki, którą znajdziecie gdzieśtam niżej, poświęciłam na zawiść i coś na kształt fałszywości. Dosłownie liznęłam temat,bez rozwijania go, analizowania, przedstawiania jakiś statystyk, i takim go wtedy zostawiłam. Powodem, dla którego przypominam o starej notatce, jest impuls, o którym mówiłam wyżej. Tak się składa, że dziś dokładnie ten sam impuls, o wiele mocniejszy, który odbija się do dziś echem, skłonił mnie do napisania dzisiejszego wywodu. Nie ukrywam, to co spotkanie niżej jest dla mnie czymś cenniejszym, niż cała reszta bezsensownego paplania, które można u mnie zaobserwować chociażby w notatkach wstecz.

Od momentu ogłoszenia listy przyjętych do Liceum wraz z przydzieleniem do odpowiednich klas, byłam pewna, że w mojej przyszłej klasie nie będzie cicho. Z bodajże 32 osób 27 to dziewczyny.
To chyba mówi samo za siebie, prawda? Faceci zazwyczaj są mało konfliktowi, przychodzą, odsiedzą swoje i wracają do domów, po sprawie. Ewentualnie, w przypadku jakiegoś niedogadania, załatwią sprawę szybko i wrócą do starego życia. Niestety, w naturze kobiet od zawsze można znaleźć kiepskie zagrywki, takie jak obgadywanie, plotkowanie i mieszanie z błotem, "bo ta p***a ma te same buty co ja!". W tym momencie ośmielę się wtrącić: jeśli ktoś uważa, że przesadzam, albo przekoloryzuje-przykro mi, bo wiem co mówię.. Oczywiście, nie twierdzę, że każda osoba płci żeńskiej zachowuje się, jak bezmózgi pustak, ale widziałam spore szanse, że chociażby jedna z 27 dziewczyn takową się okaże. Statystyka robi swoje. Cicha nie jestem, swoje zawsze powiem, potrafię się przeciwstawić-to wszystko jeszcze potęgowało moje obawy przed wtargnięciem w samo centrum tsunami, które może z czasem powstać wśród nowo poznanych członków trzyletniej niedoli. Hm, mamy Czerwiec i co? Nie pomyliłam się :) Moje szacunki niestety okazały się prawidłowe, jednak ich kształt niesamowicie mnie zaskoczył. Już, już tłumaczę.
Kilka miesięcy wstecz, gdy poznawałam wszystkich, nie widziałam żadnego problemu. Każdy stosunkowo zdystansowany, spokojny, czujny i nie szukający niepotrzebnych problemów. Genialnie-pomyślałam-żadnych div klasowych, narcystycznych napinaczy, nadętych bufonów, po prostu ogarnięci ludzie, którzy spokojnie chcą przejść przez Liceum. 
Fajnie, fajnie, jednak wszystko ma swój kres. Z czasem ludzie zaczęli się bardziej otwierać i pokazywać charakter. W takich kwestiach raczej siedzę cicho, nie pcham się do oceniania kogoś, pozwalam być komuś tym, kim tylko chce i nie narzucam swoich poglądów. Przefarbujesz sobie każdy włos na inny kolor, zrobisz sobie kolczyk na każdym milimetrze ciała, zapuścisz włosy pod pachami dłuższe niż na głowie? Spoko, naprawdę nic do tego nie mam, bo to Twoje ciało i rób sobie z nim, cokolwiek zechcesz, dla mnie nadal numerem jeden będzie Twój charakter i to, jak traktujesz innych. Jeśli coś mi nie gra, nadal zostawiam to dla siebie i jedynie w głowie myślę swoje, nie otwieram papy, gdy sytuacja tego nie wymaga. Oczywiście, język za zębami trzymam do czasu, aż ktoś mi nie zrobi krzywdy, lub będzie chciał ją zrobić, wtedy otwarcie mówię, co mi ślina na język przyniesie i nie dbam o bariery.-Ale to tak na marginesie.
Sielanka, którą opisywałam kilka linijek wcześniej trwała dość długo. W pewnym momencie, jednak coś mi nie grało z jedną osobą. W jakim momencie, pewnie zapytacie-oczywiście, w momencie, gdy zdałam na prawo jazdy, dostałam auto i zaczęłam nim podjeżdżać pod szkołę-no bo jakby inaczej? Stary schemat. Pierwszym czerwonym światłem, jakie zauważyłam, była końcówka jednej z rozmów. Nie wiedzieć skąd, jakoś pod koniec września, luzne gadanie zeszło na temat mojego prawa jazdy. Nie pamiętam już dokładnie kto i jak, zaczął się mnie pytać, jak wygląda proces robienia tej kategorii. Luzno wytłumaczyłam, że to tak, jak z normalną kategorią na zwykle auto, bleblebleble. Po chwili usłyszałam coś w stylu "Ja nie mógłbym tak oszukiwać rodziców, wolę jeździć rowerem i ich tak perfidnie nie wykorzystywać" plus zarzuty, że to oszukaństwo, a auto, którym jeżdżę to zwykły szmelc, a nie coś, co można nazwać "samochodem" (swoją drogą, mój motocykl to też gówno, no bo co to za motocykl z pojemnością 50ccm?-ta, tak, to wciąż ta sama osoba). Zaznaczę, że poza paroma takimi gadaninami wciąż udało mi się utrzymywać przyjazne stosunki, w głowie myśląc swoje. Wszystko jednak w pewnym momencie się zmieniło. Nie wiedziałam zbytnio o co chodzi, gdy wciąż słyszałam chamstwo ze strony osoby X (tak ją sobie nazwijmy), więc zaczęłam się dopytywać innych. Cholera wie, o co poszło, może coś nie tak powiedziałam, albo zrobiłam? No nie ukrywam, często moje żarty są ostre i bezpośrednie, choć zazwyczaj potrafię wyczuć, z kim tak żartować mogę. Nie raz palnę jakąś głupotę, lub gorzej, bo nieświadomie ją zrobię, nie ukrywam. Po cichym śledztwie okazało się, że na jednym z łączonych wfów, gdzie grupa chłopaków zdawała przebicia na ocenę (nie wiedziałam o tym, sądziłam, że zwyczajnie ćwiczą) odbiłam Xowi piłkę, gdy ta miała za zadanie trafić w pole. Na pech nieszczęśnika złożył się fakt, że nauczyciel upierał się, że piłka spokojnie by pofrunęła nieco dalej. Cóż, przez moje karygodne zachowanie (trzeba było mi to powiedzieć, nawet z pretensją, a pewnie sama poszłabym do nauczyciela, bo czułabym się dziwnie) Pan X zamiast szóstki dostał piątkę. Przypomnę, to był powód do otwartej nienawiści i generalnej chamskości przy każdej nadarzającej się okazji. Przypomnę jeszcze jedno, tak, jest to pierwsza klasa liceum. Nie, nie żłobek, czy zerówka, czy podstawówka, czy nawet gimnazjum. Liceum.  Nie ukrywam, ręce mi opadły i nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Odpuściłam. Zwyczajnie nie wdawałam się w jakąkolwiek relację z tym człowiekiem, bo wyżej wymieniony powód do jakiegoś durnego zachowania, zmiótł mnie z powierzchni ziemi przez pokazanie genialnego poziomu. Stwierdziłam, że co mam się przejmować i marnować czas? Nie czułam się winna, sprawę piłki można było załatwić inaczej, w sumie, jeśli to mój mały koncert życzeń, można było też pogadać, a nie tworzyć jakąś dziwną atmosferę. Ba, cóż za wymagania.. Ochmann, nie przesadzaj! Prawda jest taka, że jeśli kogoś coś kłuje, zawsze znajdzie się supermegahiper pretekst nadający się do wytłumaczenia niechęci lub nienawiści, piłka okazała się idealnym punktem zaczepienia.Taka nasza kretyńska natura.

Kilka tygodni wstecz, coś się jednak zmieniło. Nagle, z nadętego pawia, stał się stosunkowo ogarnięty facet. Wiecie, normalne rzeczy, jak mówienie sobie "cześć" na korytarzu, mówienie "smacznego"gdy jadłam i inne takie pierdoły wróciły do łask. Nadal było mi szkoda czasu na wgłębianie się, co za tornado przydarzyło się w głowie Perpana X, że zachowuje się, jak sympatyczny, cywilizowany człowiek, ale cała sprawa zaczęła mi się uśmiechać. Zawsze o jakiś problem lżej. Hahaha, Ochmann.. O czym Ty mówisz?
Tak się składa, że w tym samym czasie po klasie, a nawet szkole, krążyły jakieś plotki. Podobno ktoś tak od czapy, zapytał się naszego wspólnego znajomego, co się dzieje w naszej klasie, że założono nowe forum klasowe. Zbagatelizowałam to, przecież nie miałam w tej klasie wrogów, więc pewnie przy takiej ewentualności byłabym w to wtajemniczona. Zatem sielanki ciąg dalszy.
W poniedziałek, piętnastego, wyjechałam na wycieczkę opisywaną notatkę niżej. Neta za cholerę. Do dyspozycji jedynie telefon. Po jakiś 10-12 godzinach udało mi się złapać wifi na stacji w Niemczech. Zobaczę, co się dzieje na fejsie, napiszę do rodziców-nic specjalnego w planach nie miałam. A tu 3 wiadomości, z czego 2 od osób, z którymi nie piszę. 2 wiadomości nakreślające sytuację, która miała miejsce dziś w klasie, a w trzeciej konkret, jakiś załącznik. Otwieram, internet genialny, działa super, odczekałam pięć minut całkowicie wściekła a tam:

W pierwszej chwili zdziwiło mnie, że wyżej "jeba*y" Arek również jest w grupie oraz ilość jej członków, jednak po chwili wszystko mi wyjaśniono. W poniedziałkowy wieczór ktoś włamał się na konto jednego z kolegów Xsa i porozsyłał zaproszenia do przyłączenia się do grupy całej klasie. Oczywiście, bo jakże inaczej, pod moim adresem można było usłyszeć oskarżenia o hakerstwo. Tak, przyznaję się bez picia.. Podczas 20godzinnej drogi do Londynu bez internetu i za pośrednictwem komórki wszystkiego dokonałam. Kurczę, wiedziałam, że się wyda..A tak poważnie, brak logicznego myślenia boli? Na cale szczęście, screeny członków grupy przed "wielkim ujawnieniem" również do mnie dotarły i nie ukrywam, że.. tak, trafiło :) Nie wiem, jak skomentować całą sprawę, bo ręce same mi opadły. Sytuacja z facetem, od którego zaczął się mój wywód mam naprawdę gdzieś, znacznie bardziej zabolało mnie uczestnictwo w całej sprawie osób, których o to nie podejrzewałam i zajebiście miło zapowiadają się kolejne dwa lata. Nie zamierzam z całej sprawy robić wielkiego zamieszania, nie będę latać po nauczycielkach i dowodzić swego, bo wierzę, że każdy ma swój mózg i wiedział, na co się pisze. Najważniejsze, to być autentycznym, szkoda, że 5 osób okazało się być cholernie fałszywymi, ale to już nie moja sprawa. Nic złego nie zrobiłam, więc nie zamierzam czuć się źle z powodu czyiś błędów :) Ach, no tak, przeprosiny również do mnie dotarły.. Lepiej wkładać szybko tyłek do wiadra, gdy czujesz, że palą Ci się spodnie, prawda?

Główną filozofią, którą mam gdzieś w głowie jest to, że trzeba, TRZEBA, znać swoją wartość. 
 Nigdy nie polegałam na dobrym sercu innych i ich cudowniesłodkich intencjach. Momentów, gdzie bylam zbyt ufna do czyiś intencji nie zliczyłabym na palcach obu rąk, ba, nawet gdybym włączyła w tę wyliczankę palce u stóp.  Cholera wie, czy cudowny człowiek, który teraz w moich oczach jest ideałem, za miesiąc nie okaże się pasożytem, który najbardziej na świecie będzie chciał mojego upadku. Sądzę, że ludzie są zdolni do wszystkiego, może nie od razu zli, ale wiem, że człowiek zagubiony, panicznie szukający wyjścia, czy to z jakiejś toksycznej sytuacji, czy z własnych kompleksów, które przygniatają mu zdrowy rozsądek, jest nieobliczalny. Polegając na złudnym przekonaniu o  świecie, gdzie wszyscy się kochają i nawzajem sobie pomagają, lada moment spotkamy kogoś, kto nas z tego przekonania wyciągnie. Nawet obracając się w środowisku ludzi z sercami na dłoni, przede mną stanie ktoś, kto będzie chciał mnie zniszczyć, upokorzyć i pokazać, że jestem nikim. To co będzie motorem do takiego zachowania, jest nieważne, z prostego powodu: niektórzy robią to dla banalnej rozrywki, więc szkoda czasu na analizowanie co, komu siedzi w głowie. Do czasu, aż ja sama sobie nie powiem "Cholera, jestem kimś, naprawdę jestem kimś, mało tego, jestem wartościowa i dokładnie tę wartość znam" od nikogo podobnych słów nie usłyszę. Pewnie, nie trudno znaleźć kogoś, kto przyjdzie i będzie chciał pomóc Ci podnieść swoją samoocenę i wyprowadzić na prostą, ale ewentualność, że z nieokreślonych przyczyn ta osoba zniknie, jest katastrofalna, bo wraz z krokami tej osoby, kolejna cegiełka na budowanej konstrukcji spiernicza się na samo dno studni, z której wcześniej została wyciągnięta. Wiara we własne siły i znalezienie motywacji do doskonalenia samego siebie, to rzeczy, które nigdy się nie zachwieją, gdy spotkam na swej drodze kogoś, kto swoje problemy ze samym sobą, w postaci np. kompleksów, będzie chciał sobie odbić, jak na trampolinie. Nie no, wszystko spoko, pomagaj samemu sobie, ale do diaska, nie moim kosztem. Za to, to ja zabiorę Ci tę trampolinę i odbiję się dla samej siebie, bo nie pozwolę się szmacić, komuś, kto ludzkie uczucia ma za nic, a najchętniej na szczyt wszedłby po trupach.


 Kończąc i zatykając buzię tym, którzy zaraz usiądą i zaczną atakować klawiaturę, zarzucając mi, że jestem zarozumiała:
Nie raz w trakcie otwartej konfrontacji z kimś, kto pawał do mnie jawną niechęcią, słyszałam, ze jestem zarozumiała lub pozjadałam wszystkie rozumy. Szczerze? Teraz? Mam to gdzieś. Nie roztkliwiam się nad tym i nie analizuję swojego zachowania setny raz wyszukując choć grama prawdy. Wierzę i widzę, że mam w sobie wyznacznik "Ochmann, to jest okej" Ochmann, to nie jest okej-skopałaś, zapieprzaj i to napraw". Fakt, kiedyś nie dopuszczałam do siebie racji innych od moich, jednak po drugiej klasie gimnazjum dałam sama sobie tak mocno w dupę, że pokora wychodziła mi z każdej dziury w ciele. Miesiącami zastanawiałam się, czy to ja jestem debilem, czy to ludzie, których spotkałam w swoim życiu. Przez spory czas sądziłam, że jestem jakimś bezmózgiem i wszystko, co robię, robię złe, bo jak wytłumaczyć stosunek: JA do ponad 10 osób? No prędzej to ja jestem ta nienormalna, bo jak taka wataha osób może mieć ten sam problem z głową? W życiu nie przepraszałam, tak często, jak przez okres, gdy zaczęłam wszystko do siebie dopuszczać. Teraz wiem, że wina leży po obu stronach, jednak ja słowa przeprosin nie usłyszałam nigdy i nie potrzebuje go usłyszeć, zrobiłam swoje, po czym zrozumiałam, że najważniejsze, co mi pozostało, to wybaczenie samej sobie, bo każdemu człowiekowi, który mi kiedyś dopiekł wybaczyłam już dawno.




2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem oczekujesz litości innych ludzi. Chcesz ich aprobaty w tej sprawie, o której w zasadzie nie mają pojęcia. To co zrobiłaś jest po prostu żałosne. Taki mały teatrzyk i w tym momencie to ty zachowałaś się jak dziecko a nie ten chłopak. Ośmieszyłaś go, ale nie podałaś żadnego powody dlaczego doszło do tego, bo trudno mi uwierzyć że to przez to, że kopnęłaś piłkę. Powinnaś spojrzeć na to co robisz i jak się zachowujesz. Może dla ciebie to normalne, ale inni mogą w tobie widzieć niekulturalne zwierze. Twoje cwaniakarstwo kiedyś cię naprawdę zgubi.

    OdpowiedzUsuń